5 Mar '20

Co możemy znaleźć w Mołdawii?

Co możemy znaleźć w Mołdawii?

Dostać jakikolwiek przewodnik o Mołdawii graniczy z cudem. Jeśli jednak uda nam się jakiś znaleźć, ilość potrzebnych informacji jest bardzo znikoma. Co ciekawe wpisując w wyszukiwarkę internetową hasło ,,Mołdawia co zwiedzić” pojawia się parę ciekawych propozycji. Artykuł, który zainteresował mnie najbardziej brzmiał ,,12 powodów żeby zwiedzieć kraj, w którym nie ma nic do zwiedzenia”. W Mołdawii rzeczywiście nic nie ma, właśnie dlatego jest tak ciekawa i porywająca… próżno szukać w niej turystów.

 Nasz wyjazd miał się wpisywać w kanony ,,tani” lub ,,bardzo tani”, dlatego zgodnie w naszym 4 osobowym kobiecym teamie zdecydowałyśmy się na podróż samochodem, spanie pod namiotem i samodzielne gotowanie. Do naszego celu można było dotrzeć przez Rumunię lub Ukrainę. Mając w pamięci 4,5 godziną podróż autem na relacji Łuck-Lwów (ok 70 km.), podjęłam duże ryzyko ponownie stawiając na Ukrainę jako kraj tranzytowy. Dotarłszy do Iwano-Frankowska, droga podlegająca jakiejkolwiek akceptacji i uznania z naszej strony, skończyła się wraz z urwanym tłumikiem. Jednak Ukraina zyskała naszą sympatię dzięki sprawnej naprawie, która kosztowała nas jedyne 4 zł. Zdecydowanie odradzam rezerwacje ,,apartamentów”, nie z powodu ich warunków, a z powodu braku noclegów. Nasz gospodarz nie chciał przyjechać i udostępnić nam zarezerwowanego wcześniej noclegu argumentując, że jest już za późno.

 Po ukraińskich bezdrożach, udało się nam dotrzeć do mołdawskiej granicy, gdzie nastąpiło bardzo pozytywne zaskoczenie w związku z drogami. Zaskoczyło nas, że wzdłuż jednej z głównych dróg, nie ma kompletnie niczego, nawet zabudowań. Są za to pola usiane rzepakiem i poniszczone, ogólnodostępne busiski, gdzie rolnicy znajdują schronienie podczas upalnych dni. Przy drodze, co kilometr znajdują się urocze kapliczki mające studnie dla ,,strudzonych wędrowców”. Za cel obrałyśmy miasto Soroki – w Mołdawii uważane za ,,stolicę Romów”.

Soroki są niesamowite. Strzeliste pałace oblane złotem kontrastowały z małymi wiejskimi domkami w sąsiedztwie. Miasto to jest niezwykłe, gdyż idąc nad brzeg, po drugiej jego stronie mamy okazję zobaczyć państwo, które oficjalnie nie istnieje. Żaden z europejskich krajów nie zaakceptował odłączenia się Naddniestrza.

O ile w Mołdawii ubezpieczenie naszego auta obowiązuje (należy uzyskać zieloną kartę) to w Naddniestrzu już nie. Dodatkowo podróż własnym środkiem transportu odrzuciłyśmy z jeszcze jednego powodu – podobno tamtejsze służby mundurowe lubią sobie dorobić do niskiej urzędowej pensji. Z Kiszyniowa co 20 minut odbywają się kursy do stolicy Naddniestrza – Tyraspolu. Dwugodzinna podróż rozpadającym się busem, dostarcza ogromnych dawek strachu. Dziwne jest przekraczać granicę pośrodku terytorium danego kraju. Jeszcze większe zdziwienie miał strażnik graniczny pytając o cel podróży. Nie był w stanie zrozumieć, co konkretnie chcemy zwiedzać, przecież u nich nie ma nic wartego zobaczenia… Jednak dla nas jest wiele!

Tyraspol zatrzymał się wyglądem 30 lat temu – dokładnie w 1990 roku, kiedy odłączył się od Mołdawii. W Tyraspolu największą atrakcją jest pomnik małego Lenina oraz dużego Lenina, a także czołg T-34 (słynny rudy!). Czerwona gwiazda ZSRR króluje na placu głównym. Robotnicy krzątają się po nim przygotowując się do najważniejszego socjalistycznego święta, które przypada na 1 maja. Usiadłyśmy na murku popijając kwas chlebowy, kupiony za naddniestrzańskie ruble, które nie są uznawane za walutę poza terytorium samozwańczego Państwa. Obserwowałyśmy drugą grupkę robotników, którzy malowali pasy, najbardziej archaicznym sprzętem z jakim miałyśmy styczność. Szans na obiad nie miałyśmy bez kolejnej wizyty w banku, ponieważ nie można płacić tam kartą. W kraju panuje wszędobylski monopol jednej firmy – sheriff. Według naszego hosta z Kiszyniowa, firma jest zarządzana przez dwie osoby, które zyskały najwięcej na odłączeniu się Naddniestrza. Sheriff wiedzie prym wśród stacji paliwowych, marketów spożywczych, sklepach budowlanych, restauracjach, a nawet ubezpieczeniach.

Nie jestem w stanie znaleźć jednego powodu by powiedzieć dlaczego warto odwiedzić stolicę Mołdawii. Nie ma w niej nic zachwycającego, ani poruszającego, ot zwykłe szare przemysłowe i socjalistyczne miasto. To co najciekawsze jest poza Kiszyniowem to winnice. Wino ogrywa bardzo istotną rolę w życiu tamtejszych ludzi. Jest tanie i dostępne w każdym sklepie, są to wina bardzo dobrej jakości. W najpopularniejszej winnicy Cricavie, aby odbyć zwiedzanie, należy wsiąść do elektrycznego melexa, gdyż teren jest tak duży. Zwiedzanie odbywa się w sieci podziemnych korytarzy, które naprawdę robią wrażenie.

Mołdawię zdecydowanie warto zobaczyć, a nie zwiedzieć – w tym jest zasadnicza różnica, gdyż największą radość sprawiła nam obserwacja zwykłych ludzi, ich codziennego życia i wszędobylski spokój powolnego życia, którego u nas bardzo brakuje.

lic. Magdalena Czeluśniak


marzec-2020
Szukaj
Multis Multum

Multis Multum to magazyn studencki tworzony przez Studentów Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości pod nadzorem:

Redaktor Naczelna – mgr Aneta Idzik-Nowak

Adiustator – dr inż. Dominika Woźny  

Kontakt: a.idzik@wszib.edu.pl

Gdzie możesz nas czytać?

Multis Multum to bezpłatny kwartalnik dostępny na terenie uczelni WSZiB przy Al. Kijowskiej 14 w Krakowie.